Ta dziwna frenetyczna bańka

Nie ma to jak stragan z przeterminowaną prasą na dworcu Warszawa Śródmieście. Zeszłoroczne „Odry” – kupione jeszcze latem, ale dopiero teraz na dobre się wciągnąłem – a w jednej z nich fragmenty „Pamiętnika” Henryka Grynberga, który w kwietniu ukazał się nakładem Świata Książki. Zastanawiam się, na ile reprezentatywny był wybór tych zapisków z ponad pięćdziesięciu lat. Koncentrują się na czasach emigracyjnych. Fakt, że wybiórczo, ale mi tu idzie o rys osobowościowy. Ja dość słabo znam pisarstwo Grynberga. Kiedyś prof. Gosk opowiadała, że był gościem na jej seminarium. Ponury, zacięty, milczący, opętany żydowskością, strażnik sumienia i odźwierny umarłej krainy. Mniej więcej w tym duchu go nakreśliła.

Fragmenty z „Odry” by to właściwie potwierdzały. To uporczywe śledzenie semickich tropów w biografii Herlinga-Grudzińskiego i poprzez etniczne wyparcie, czy może raczej zaparcie się, nieomal jak u Hitlera, próby tłumaczenia zapiekłej antyżydowskości Grudzińskiego. Czy rzeczywiście Grudziński aż tak nienawidził Żydów? Nie mogę sobie nic przypomnieć. Najbardziej wstrząsające zdanie, jakie Grynberg w tym swoim raptularzu o nim notuje, brzmi: „Inny świat”, taka dobra proza, a tak fałszywa. Jakbym w pysk dostał. Bo ja przecież zaszywałem się z „Innym światem” w puszczy, nie mogłem się oderwać. To była jedna z niewielu szkolnych lektur, jaką przeczytałem z autentyczną pasją. Ale czy tam rzeczywiście były jakieś antysemickie akcenty? A jeśli były, a ja ich nie wychwytuję, to czy to znaczy, że cierpię na rozszczepienie właściwe wielu moim rodakom?

Grynberg w swoim żarze sprawiedliwości nie oszczędza nikogo. Może poza Miłoszem. Obok Grudzińskiego dostaje się zwłaszcza Giedroyciowi. Co też odebrałem jako swoisty gwałt na ugruntowanych nawykach. Jeszcze z czasów moich intensywnych studiów nad Miłoszem zachowałem wielki mir dla środowiska paryskiej „Kultury”. A on je tam tak strasznie szarga. Czy zasłużenie?

W dużej mierze musiała mu to podyktować wylewająca się z każdej linijki gorycz, ta jakaś bezdenna samotność, izolacja. Im głębiej człowiek wykluczony, tym silniej identyfikuje się z abstrakcyjną wyidealizowaną grupą, tym jaskrawiej budzi się w nim imperatyw moralny, chęć, ba, przymus ujmowania się za skrzywdzonymi. Czy nie to samo czuł Miłosz w tamtym waszyngtońskim hotelu, kiedy wymiótł na papier „Który skrzywdziłeś”? Tyle że u Grynberga to przewlekło się w całe dekady. Więc w swojej – przede wszystkim duchowej – pustelni w McLean tym zacieklej toczył prywatną wojnę o cześć zgładzonego świata młodości. Przykro szczególnie czytać o jego utarczkach z wydawcami – wysyłanie, odmowy, polemiki z recenzentami wypaczającymi, w jego odczuciu, treść jego książek. Jak najdalszy jestem od oceniania, kto miał rację, za cienki się na to czuję. Chcę tylko samemu sobie odmalować pejzaż, w jakim Henryk Grynberg musiał żyć.

Niejako gwoli dygresji zauważam tu pewną zbieżność z wierszami Adama Lizakowskiego z tomiku „Złodzieje czereśni”, o którym ostatnio napisała na swoim blogu Ewa Bieńczycka. Przeglądnąłem wiersze, które – jak ustaliła Ewa – Lizakowski wrzucił na Nieszufladę pod pseudonimem Adam Pertinent.

Technicznie są dość kiepsko zrobione. Sprawiają wrażenie połamanych na siłę na wersy wyimków z dziennika. Bardziej publicystycznych niż artystycznych. I Ewa w swojej impresji z lektury dobrze zauważa, że Lizakowski zakleszczył się w swoim doświadczeniu polskości. Zbudował z niej hermetyczny szklany mur, który uniemożliwił mu realne otwarcie się na amerykańskie przeżycie. A co, u licha, Jankesów obchodzi polski papież czy nasza (na własne życzenie peryferyjna) kultura? Musi? Nie, nie musi. Nie mają też obowiązku budzić się i zasypiać z wdzięczną myślą o Lechu Wałęsie czy Solidarności. Ale Lizakowski/Pertinent przemawia tonem proroka besztającego tępawy ludek. I to łączy go z Grynbergiem. To samo mentalne odosobnienie, implozja, hołdowanie zjawom i wpisana w podtekst pretensja, że ci wstrętni, barbarzyńscy obcy nie klękają przed nimi.

Ale przecież tu rzecz wcale nie rozbija się o tematy. Za wypiskami z Grynberga znajduję szkic Mariusza Lubyka o Singerze i jedno z jego opowiadań. Dlaczego ta prymitywna Ameryka przyjęła jego Krochmalną, a Lizakowskiego i Grynberga odrzuciła? Znamienne jest tu coś, co sam Singer powiedział w wywiadzie, który przytoczył Lubyk. „Chciałbym jednak – wyznaje noblista – przynajmniej na łamach literackich wskrzesić ofiary, przedstawić czytelnikowi portrety żydowskich mężczyzn i kobiet z wszelkimi ich zaletami i wadami właściwymi każdemu człowiekowi.” Trzeba oddać Singerowi sprawiedliwość – wykonał kawał pracy, by te swoje lokalne doświadczenia wdrożyć w krwiobieg powszechnej literatury, pracy zarówno artystycznej, jak i translatorskiej (brał czynny udział w tłumaczeniu swoich utworów na angielski).

I jeszcze o Żydach. Niezwykły, wstrząsający wywiad w GW z córką Tadeusza Markiela, który kilka lat temu dał świadectwo pamięci o horrorze w domu Trinczerów z Gniewczyny. Kolejna zbrodnia, kolejni uwikłani w nią Polacy, kolejny kliniczny wręcz przejaw toczącej nasz naród schizofrenii.

W zeszły poniedziałek wyprawa do Otwocka. S opowiadał, jak w tamtych okolicach robili jakieś wykopy, wygarniali resztki pożydowskich zabudowań zrównanych z ziemią podczas okupacji. Precjozów żadnych niestety nie znaleźli. Miejscowi uwinęli się z tym zaraz po wojnie. Wyczyścili wszystko, do ostatniego okruszka. Przekopali, przeryli gołymi rękami. Czy były złote żniwa? A pewnie, że były. I to jakie. Normalna rzecz. Wszyscy wiedzieli. Nikt żadnego sekretu nie robił. Było, to się brało. Żydzi i tak już po to nie wrócą. Chyba lepiej, żeby do swoich trafiło, niż rozkradliby jacyś przyjezdni, co to się po całej Polsce z łopatami włóczyli niby poszukiwacze skarbów z Dzikiego Zachodu. Jak S i jego ekipa z koparkami się rozłożyli, został goły piach i wypalone ruiny. Trudno, szkoda. Uderzające, że S mówił o tym z taką szczerością. Normalna rzecz, nie?

Córka Markiela zwierza się, że po tym, jak jej ojciec ujawnił prawdę o Gniewczynie, poczuła się oszukana. Jako dziewczynka i nastolatka jeździła tam na wakacje i uważała te letnie miesiące za najszczęśliwsze chwile swojego dzieciństwa. Kochała malowniczą okolicę i ludzi. A tu okazuje się, że niektórzy z nich, z tych porządnych swojaków chodzących co niedziela do kościoła, mogli być zwyrodniałymi mordercami, bestiami w ludzkiej skórze. Paradoksalnie to uczucie jest mi do pewnego stopnia znane.

Na początku lat dziewięćdziesiątych miał w Laskach powstać dom dla zarażonych wirusem HIV. Rozpętały się gwałtowne protesty. Tłuczenie okien w świeżo odnowionym budynku, wyzywanie od zboczeńców, histeryczne krzyki, żeby się wynosili. Telewizja pokazała migawki. Widziałem je. Byłem dogłębnie wstrząśnięty. Potem, gdy sam znalazłem się w Laskach, od czasu do czasu przyłapywałem się na tym, że idąc na przykład do sklepu Oleńka i spotykając po drodze przyjaznych mieszkańców wsi, usiłuję sobie przypomnieć, czy aby przypadkiem któregoś nie widziałem przy akcji wypędzania zadżumionych zboczeńców. Nas, ślepych, nie przepędzili. Kiedy w Kampinosie zjawiła się matka Czacka ze swoją czeredą, przyjęli ich z otwartymi ramionami. My jesteśmy bezpieczni – nie zarażaliśmy śmiertelną chorobą, nie porywaliśmy chrześcijańskich niemowląt do rytualnych zabójstw. My budzimy jedynie uczucia opiekuńcze. Jak się spotka niewidomego, od razu budzi się w człowieku przemożna chęć, by przeprowadzić go przez ulicę. Przy Żydzie, chorym na AIDS pedale czy innym odmieńcu od razu włącza się mechanizm obronny. Za wszelką cenę chronić integralność grupy, eliminować ogniska ewentualnych odszczepień.

A ten okropny przypadek w Sosnowcu? Ci sami ludzie, którzy na miejsce odnalezienia zwłok małej Madzi przynosili maskotki i zapalali świeczki, gotowi byli bez mrugnięcia okiem rozerwać jej matkę. Potwór roniący łzy. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej schizofrenicznego? Córka Markiela zwraca uwagę na silny związek między charakteryzującą Polaków ksenofobią i brutalnym stosunkiem do zwierząt. Niedawno jakiś kretyn trzymał psa na łańcuchu, aż zamarzł. Tak, coś w tym musi być.

Ten wpis został opublikowany w kategorii DZIENNIK. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s